“Hygge. Klucz do szczęścia” Meik Wiking – subiektywna recenzja

“Hygge. Klucz do szczęścia” Meik Wiking – subiektywna recenzja

Książkę dała mi starsza Pani, u której mieszkałam przez tydzień w zakopiańskiej chacie z 1935. Sama bardzo zachwalała, więc i ja pochłonęłam ją w dwa dni.
Hygge to coś co sprawia, że jest nam miło, przytulnie, ciepło. Z Hygge nierozerwalnie wiążą się świeczki, ciepłe światło lampy, wełniany sweter i kubek kakao. Książka jest jakoby wytłumaczeniem tego zjawiska, ale i pewnym drogowskazem jak osiągnąć tego typu rodzaj szcześcią.

Co znajdziemy w książce?

Dowiemy się jak ważne są relacje międzyludzkie, czas z rodziną ale i umiejętność cieszenia się małymi rzeczami, bo jak piszę autor: tych jest w naszym życiu najwięcej. Zwykłych dni, bez jakiegoś WOW. A jak często bywa tak, że nie umiemy docenić tych dni, że żyjemy tylko od weekendu do weekendu?
Książka jest ciekawa, gdyż znajdziemy w niej też sporo danych statystycznych, ciekawostek związanych z Duńczykami, a nawet przepisy na kilka naprawdę hygge potraw 😀

Żywiec

Żywiec

Żywiec nie tylko piwo! Czyli Żywiec i okolice.

Żywiec każdemu z nas kojarzy się przede wszystkim z piwem! Jednak okazuję się, że są to tereny niezwykle ciekawe także pod wieloma innymi względami!

Jak wyglądała ta wyprawa?

Było to podczas świąt Wielkanocnych. Czasem naprawdę warto spędzić czas przedświąteczny w środowisku zupełnie odmiennym od zacisza rodzinnego domku. Poznać nowe otoczenie, zobaczyć ciekawe miejsca. W domu się jeszcze nasiedzimy!

Miejscem wypadowym do każdej z miejscowości był Żywiec, tam mieliśmy swoją bazę noclegową, więc dla zmotoryzowanych jest to miejsce najbardziej dogodne, ponieważ do każdego z miejsc było optymalnie blisko.

Skąd nazwa?

Pochodzi wiele teorii dlaczego Żywiec. Jedna z nich mówi o tym, że niegdyś w tych lasach występowała duża populacja żubrów. Jednego z nich kiedyś udało się schwytać i dlatego też prawdopodobnie w herbie miasta jest głowa żubra. Inna pogłoska mówi, że niegdyś na tych ternach wypasano stada świń, czyli inaczej żywca. Inna jeszcze teoria mówi o pogańskim kulcie bogini Żywi.

Co można tu zobaczyć?

  • Żywiec – Przede wszystkim to o czym każdy od razu pomyśli to browar Żywiecki. Jest to miejsce, które naprawdę warto zobaczyć. Interaktywna ekspozycja przeniosła nas dosłownie w czasie. Weszliśmy do wehikułu czasu, który cofnął nas w czasie do początków żywieckiego.
    W Żywcu oprócz tego jest przepiękny zamek Habsburgów z wystawą wojenną oraz salą tortur, których na tym terenie jest od groma. Ponadto wystawa etnograficzna ze strojami i elementami obrzędów. Oraz wystawa zwierząt z sępem, który niegdyś żył na tych terenach. Przy zamku usytuowany był przyjemny parczek, który latem musi być przepięknym miejscem.
  • Wadowice – Czyli miasto naszego Jana Pawła II. Jest tu muzeum- dom, w którym dorastał Karol Wojtyła. Gdy byłam tu za pierwszym razem, muzeum było akurat w renowacji. Wróciłam tu po paru latach i zastałam muzeum w totalnie nowej odsłonie. Zmodyfikowane zostało przez twórców muzeum powstania warszawskiego, więc jest bardzo nowoczesne i w zupełnie inny sposób się je zwiedza. Obowiązkowo trzeba się zatrzymać na słodkie wadowickie kremówki!
 

  • Sucha Beskidzka– Ulokowany jest tu kolejny “Mały Wawel”, niegdyś należący do przodków Komorowskiego. Z pięknymi krużgankami i dziedzińcem. Kto z nas nie zna historii o Panu Twardowskim? To właśnie tutaj znajduję się słynna karczma Rzym, w której diabeł próbował przechytrzyć  szlachcica, lecz nie udało mu się to. Karczma bynajmniej słynna, lecz może niekoniecznie warta polecenia.
  • Węgierska Górka – Miejsce pamięci walczących  dzielnie Polskich żołnierzy, tzw. Westerplatte Południa. Zginęło wtedy 12 Polaków, do porównania Niemców…200. Są tam pozostałości fortu, w którym walczyli.
  • Bielsko- Biała czyli stolica Polskich bajek. To tu powstawały filmy animowane takie jakie Bolek i Lolek, Reksio czy Przygody Baltazara Gąbki. Miasto ma niezwykłą architekturę lecz niestety zaniedbaną, przez co traci sporo uroku. Długo szukaliśmy słynnego studia filmowego, które jak się okazało jedyne czym różniło się od pozostałych budynków to wypłowiałymi rysunkami postaci z bajek… W mieście gdy poszliśmy na spacer napotkaliśmy figurki bez włosów (jak to określiła je  jedna pani) czyli Bolka i Lolka. Podobno jest jeszcze Reksio, lecz go nie udało nam się odnaleźć. Jest tu także kościół protestancki z jedynym w Polsce pomnikiem Marcina Lutra.
  •  Cieszyn/Czeski Cieszyn – Jest tu rotunda znana każdemu z banknotu 20 zł. Niegdyś stał tu duży i okazały zamek piastowski, dziś pozostała z niego jedynie owa budowla. Jest tam także dość popularne przejście graniczne więc po chwil znaleźliśmy się w Czechach i kupowaliśmy słynną  czekoladę studencką.
  • Pszczyna – Jeden z piękniejszych zameczków w Polsce, który z całą pewnością trzeba zobaczyć w swoim życiu!  Zamek księżniczki Daisy z pięknymi wnętrzami i oryginalnym wystrojem. Należy podkreślić, że aż 80 % tego co można tam znaleźć jest autentyczne. W zamku panował niezmierny przepych w wszelkiego rodzaju bogactwa
  • Góra Żar – Występuję tu niezwykłe zjawisko. Przedmioty pozostawione na drodze zamiast toczyć się siłami grawitacji w dół…toczą się do góry. Czy to prawda? Można przekonać się samemu:)

 

  • Inwałd – Znajduję się tu cały kompleks być może nie zaliczający się do zabytków lecz bardzo ciekawy. Jest tu połączenie parku dinozaurów, ogrodów Jana Pawła II, parku miniatur, w którym przeżyciem jest znaleźć drogę z ogromnego labiryntu oraz średniowieczna kraina. Być może i oferta bardziej pod dzieci. Jednak fajnie jest pomimo wszytko przejść się po wiosce smoków bądź pobiegać po zrekonstruowanych murach zamku.

Tanie podróżowanie, a egoizm. Czyli jak “wycisnąć” pomoc.

Tanie podróżowanie, a egoizm. Czyli jak “wycisnąć” pomoc.

Tanie podróżowanie, nie musi być nieetyczne, ale…

Znowu podróże niskobudżetowe? Znowu tanie podróżowanie? Znowu te same tematy co wszędzie?

Nie do końca.

Dziś chciałabym wam nakreślić pewien poważny problem, który szerzy się niczym plaga wśród młodych podróżników. Ten problem to egoistyczne podejście do Świata.

Zastanawiacie się pewnie skąd taka myśl? Przecież podróżnicy to tacy “fajni” ludzie, tacy otwarci na nowe, sympatyczni.

Chcę, chcę, chcę! 

Od 2014 roku organizuję spotkania podróżnicze. Na palcach jednej ręki wymienić mogę osoby, które podczas swoich podroży kierowały się zasadą odpowiedzialnej turystyki. Niestety postawy wśród wielu osób są niepokojące. Chcemy dostawać jak najwięcej, niewiele (lub nic) dając w zamian. I nie chodzi o pieniądze, chodzi o dawanie siebie. Powiem brutalnie: starej kobiecinie w andyjskiej wiosce nasz uśmiech za gościnę na pewno zrobi przyjemność i prawdopodobnie nawet nie pomyśli, żeby coś żądać w zamian, bo w końcu pomaga nam z dobroci serca, ale nie oszukujmy się – to zdecydowanie za mało.

Chwalmy się naszą chciwością

Notorycznie słyszę dumnie opowiadane historię tego typu  (jakby było się czym chwalić!) o młodych Europejczykach, którzy zostali hojnie ugoszczeni u osób posiadających o wiele mniej, a czasem po prostu skrajnie ubogich. Tacy ludzie wracają ze swoich wojaży i mówią: “mieszkałem w jurcie, gospodarze prawie nic nie mieli, ale co chwila częstowali mnie jedzeniem” albo “mieszkałem u takich sympatycznych ludzi, ładny ale skromny dom, ze wszystkiego mogłem korzystać”. No i pięknie, ale dobrze byłoby usłyszeć potem: “w zamian za taką pomoc ugotowałem im polski obiad”, albo “pomogłem przy zaganianiu koni”. Mimo, że podkreślam – to moim zdaniem i tak za mało!

Zastanówmy się.

Skoro stać nas na bilet do Ameryki, Azji, Afryki, to stać nas na to, żeby chociaż tym ludziom jakoś się odwdzięczyć. Pomóc w domu, w ogrodzie, przy zwierzętach. Ciekawą opcją jest tzw. workaway czyli mieszkanie u rodziny, ale za drobną pomoc, jak koszenia trawnika, opieka nad dzieckiem, umycie okien. To jednak z opcji, gdzie dostajemy dach nad głową, często też jedzenie i do tego możemy naszą pracą jakoś “zapłacić” za gościnę.

Są oczywiście przypadki skrajne, jak nagła choroba w podróży, utrata pieniędzy, gdzie przyjęcie pomocy jest jak najbardziej stosowne. Ale “żebranie”, podmawianie się o pomoc, nocleg, jedzenie i nie dawanie nic w zamian? I to nie dla tego, że nas nie stać na nocleg czy jedzenie, tylko dlatego, że chcemy wydać jak najmniej? By potem móc się przechwalać w Europie jak to niskobudżetowo umiem podróżować! 

A osobiście uważam nadużywanie pomocy ludzi uboższych od nas (tylko dlatego, że maja opiekuńczą i gościnna naturę) za obrzydliwe zachowanie, niegodne naśladowania, a jedynie potępienia.

Taka historia

Pewien podróżnik, dość znany w kręgach polskich podróżników – blogerów opowiada, że łapiąc stopa stara się wypatrywać kobiet. Dlaczego zapytacie? A no, bo kobiety w swojej naturze mają zakodowaną opiekę nad innymi.  Trudniej im będzie odmówić.

Inny: wspomina jak to mieszkał u bardzo biednej kobiety w którymś z krajów Ameryki Południowej. Podróżnik rozpływał się nad tym jak miła, chojna i otwarta była ta starowinka. Chętna dać mu wszystko co miała. Mimo, że miała niewiele. Spędził w jej domu noc, najadł się i rano ruszył na dalsze podbijanie Świata. A kobieta tak została, z uczuciem, że zdrobiła dobry uczynek i być może Bóg jej to wynagrodzi. Bo z pewnością, nie ten “biedny” europejczyk. 

A wiecie co jest jeszcze gorsze, że taką postawę prezentują często osoby, które spokojnie byłoby stać na sprawiedliwe, względem innych podróżowanie.

Skąd to się bierze?

Z oszczędności? Z opisanego już wcześniej wyścigu, kto najtaniej zwiedzi Świat?

Chyba z głupoty i egoizmu.

Bali
Pragnę zaapelować do wszystkich podróżujących osób:
jeśli nie stać was na odwiedzenie krajów, w których jest względnie drogo to wybierzmy na początek inne kierunki, nie zasłaniajmy się tanim podróżowaniem, nie wykorzystujmy innych.

Tanie podróżowanie, a niezależność.

Tanie podróżowanie, a niezależność.

Tanie podróżowanie, a niezależność to pierwszy z wpisów traktujących o zrównoważonym podróżowaniu. Temat ten, choć obecnie bardzo modny i rozpowszechniony chciałaby “ugryźć” z trochę innej strony. Strony moralnej, ale i nie tylko.

Posłuchajcie…

Czy podróżując z niewielką (kwesta względna) sumą pieniędzy faktycznie możemy mówić o niezależności? Czy ruszając w Świat z plecakiem i kartonową tabliczką możemy nazwać się ludźmi niezależnymi? W końcu, czy taki rodzaj podróży jest dla każdego?

Poziomy taniego podróżowania

Warto na początku określić czym jest tanie podróżowanie. Ja wyróżniam 3 stopnie zaawansowania.

I – umiarkowane TP – to takie kiedy korzystamy z tradycyjnej bazy turystycznej, ale po okazyjnych cenach. Czyli zamiast PLL LOT lecimy WizzAir, zamiast spać w hotelu wybieramy schronisko młodzieżowe lub AirBnB, jedzenia zabieramy z zapasem z domu lub kupujemy w najtańszych sieciówkach.

II- zaawansowane TP – oprócz tradycyjnej bazy korzystamy z opcji alternatywnych, jak autostop, couchsurfing, namiot, mieszkanie u znajomych znajomego. Niby nikomu nie sprawiamy większego kłopotu, ale wyzbywamy się części niezależności.

III – skrajne TP – to taki rodzaj podróżowania, w którym opieramy się na życzliwości innych, oczekujemy ich wsparcia i pomocy, bo bez tego możemy utknąć po środku “niczego”. Mamy jakąś trasę opracowaną, ale i tak musimy być elastyczni, bo może nasz kierowca jedzie inną drogą.

Zaraz odezwą się głosy backpacerów, że “są wolni, że takie podróżowanie daje im sporo swobody, nic ich nie ogranicza”. Czyżby? Ogranicza ich bardzo wiele i oprócz tego, że są zdani na siebie, muszą mieć głowę na karku i myśleć 3 kroki do przodu, zależni są też od dobrego serca obcych ludzi. Kierowców, właścicieli posesji na których rozmijają namiot. Na szczęście takich osób chętnych pomóc jest sporo, ale nie ma tu mowy o pełnej niezależności. Ale… czy to coś złego?

Do czego zmierzam?

Tanie podróżowanie, a szczególnie skrajne podejście nie jest dla każdego. Nie każdy ma umiejętność proszenia o pomoc, a czasem nawet napraszania się (co jest coraz częstszym zachowaniem wśród młodych osób, a poczytacie o tym tutaj). Co więcej, nie każdy umie zrezygnować z pełnej niezależności.

Z drugiej strony, wielu pewnie powie, że chodzi o pieniądze, że tak jest taniej, że ich nie stać na hostel, czy bilet na autobus. Pieniądze nie są tu moim zdaniem argumentem, ponieważ jak się chce to zawsze można dorobić. A niezależność w drodze jest bardzo istotna.

Podróżowanie z plecakiem, autostopem jest z pewnością ciekawą i wartościową formą podróżowania, bo poznajemy wielu ludzi. Niemniej uważam, że jakiś zapas pięniędzy trzeba mieć, aby w razie potrzeby przenieść się z łona natury do hostelu, czy z autostopu na autobus.  

Bycie niezależnym daje nam swobodę wyboru i komfort. Oczywiście rozumiem pasjonatów autostopowania, spania pod gołym niebem. Też lubię wypady pod namiot i spanie na dziko. To wszystko ma swój urok. Mam jednak wrażenie, że weszliśmy w fazę, gdzie wielu młodych stanęło do wyścigu kto zobaczy więcej, odwiedzi więcej państw. Z tym, że już nie sama ilość się liczy (bo o jakości już dawno zapomnieliśmy), ale to kto zrobi to NAJTANIEJ.

Czy o to chodzi w poznawaniu Świata?

Nie sądzę. Pamiętajmy, że w tanim podróżowaniu nie ma nic złego, dopóki jesteśmy w porządku wobec lokalnych społeczności, wobec ludzi którzy nam pomagają, kiedy jakoś im się za to odwdzięczamy. Nie ma też nic złego w wybieraniu mniej skrajnych form podróżowania, nie ma nic złego w komforcie, niezależności. Pamiętajmy, że odkrywamy te piękne zakątki dla siebie, nie dla innych.